Hej!
Tak jak wspominałam w poprzednim poście wena, jak dotąd mnie nie opuszcza. Dzisiaj biorę na celownik książkę, którą przeczytałam całkowicie przez przypadek. Będąc w odwiedzinach u koleżanki poprosiłam, aby pożyczyła mi jakąś książkę. Nie mogła niestety zdecydować, na którą ma paść wybór. To powiedziałam "trzecia półka, czwarta książka od lewej". I tym oto sposobem padło na "Collide". Co z tego wynikło? Już za moment 😃
Autor: Gail McHugh
Tytuł: Collide
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 368
Moja ocena na Lubimy Czytać: 8/10
3/2019
Gail McHugh jest matką trójki dzieci i szczęśliwą mężatką. Mówi o sobie, że od zawsze zajmowała się pisaniem, jednak dotychczas była to poezja. Dopiero w 2012 roku coś pociągnęło ją i stworzyła swoją pierwszą książkę, którą jest właśnie "Collide".
Jest ich troje. Emily, jej chłopak Dillon i On. Gavin. Emily przeżyła ogromną stratę. Śmierć jej matki ogromnie na nią wpłynęła. Dlatego też chce zacząć życie od nowa. W tym celu udaje się wraz z Dillonem do Nowego Jorku. Dziewczyna nie spodziewa się jednak, że spotka tam kogoś, kto pobudzi jej zmysły jak nikt inny. Z całych sił jednak stara się odpędzić złe myśli. W końcu ma chłopaka. Nie do końca idealnego, ale przecież on jeszcze może się zmienić, czyż nie? Miło jednak byłoby zatopić się w ramionach mężczyzny, takiego jak Gavin..
W porównaniu do ostatniej książki, ta wywarła na mnie o wiele lepsze wrażenie. Ta dziewczyna tez jest pogubiona, lecz mimo to stara się odnaleźć. Utrudnia jej to co prawda niesamowity Gavin, ale dzięki temu zaczyna zauważać minusy swojego dotychczasowego życia. Bardzo ciekawa jestem kolejnej części i całkiem możliwe, że już niedługo sięgnę po "Pulse" 😊
Na dzisiaj to wszystko - niebawem opinia o romansie historycznym 😉
Miłego dnia 😊

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz