Witajcie Książkoholicy!
W końcu udało mi się znaleźć czas na przeczytanie książki, którą dostałam w prezencie gwiazdkowym w -UWAGA- 2016 roku :D. Tak, tak wiem. Nie musicie nic mówić. Już to nadrabiam :) Książka, o której mówię to "Światło między oceanami" - bardzo popularna powieść. Byłam ogromnie jej ciekawa i cieszę się, że mogłam ją przeczytać :)
Autor: M. L. Stedman
Tytuł: Światło między oceanami
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 432
Moja ocena na Lubimy Czytać: 6/10
15/2018
M. L. Stedman wkroczyła do świata książek z przytupem. I to głośnym. Jej debiutancka książka, którą jest właśnie "Światło między oceanami" stała się hitem na skalę światową. Świadczy o tym ilość sprzedanych egzemplarzy oraz praw do powieści zakupionych przez wydawców. Co również istotne, historia doczekała się w krótkim czasie swojej ekranizacji.
Teraz może coś o samej historii. Rozpoczyna się ona od przedstawienia Toma Sherbourn'a. Mężczyzna szuka swojego miejsca, gdzie mógłby poradzić sobie ze wspomnieniami. Takim miejscem staje się posada latarnika na dalekiej od cywilizacji wysepce - Janus Rock. Dodatkowo poznaje kobietę, która chce spędzić z nim to samotne życie. Do całkowitego szczęścia brakuje im tylko dziecka. Niestety Isabel nie może urodzić zdrowego dziecka. Pewnego dnia ich życiu ma się diametralnie odmienić, za sprawą martwego mężczyzny i maleńkiego dziecka, które dobijają do brzegu ich wyspy. Od tego momentu nic już nie będzie takie samo..
Trudno zaprzeczyć, że takie historie zdarzają się rzadko. Jednakże nie rozumiem fenomenu tej książki. Oczywiście jest ciekawa, nie znam drugiej takiej, świetnie, że powstała jej ekranizacja, ale jednak czegoś mi brak. Nie umiem nawet wyrazić co to jest. Najbardziej chyba nie podobało mi się zachowanie Isabel. Nie rozumiałam jej złości skierowanej na swojego męża, który przecież chciał dobrze. Ogólnie nie rozumiem dlaczego kobiety w książkach przedstawiane są jako histeryczne, lekko niezrównoważone osoby.
Może to przez całą promocję tej książki oczekiwałam historii, która poruszy mną do głębi. Zachwyty moich koleżanek również wpłynęły na to wyobrażenie. Niestety muszę stwierdzić, że jest to dobra książka, jednak nie aż tak, aby zachwytom nie było końca. Daję tej książce mocne 6.
Nie mniej książka zostaje na mojej półce. Może następnym razem znajdę w niej więcej zalet :)
A czy ktoś z Was zna już tą książkę? Może podzielicie się ze mną sowimi przemyśleniami? Z chęcią podyktuję na ten temat :)
Życzę Wam spokojnego i zaczytanego wieczoru!
Kocia Matka

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz